jak nerwowe pierdy pokazały mi, że potrzebuję przewodnika

to jest żenujące, ale od miesięcy chciałem opowiedzieć tę historię.

byłem nerwowym wrakiem.

nie ma łatwego sposobu na opisanie tego poza tym, że byłem tak nerwowym wrakiem, że ciągle pierdziłem.

Tooting. Jak chcesz to nazwać. Dużo tego robiłem.

nie pomogło mi to, że utknęłam w ciasnym korytarzu z innym mężczyzną. Biedny facet. Zabijałem go.

był facetem, który ożenił się z nami kilka minut po tym, jak cierpiał z powodu moich wzdęć. On i ja byliśmy kilka chwil od pojawienia się przed małą kapliczką pełną gości weselnych.

wedding

dzień mojego ślubu. Dziewczyna moich marzeń. Zapchany Dom. Brat I Najlepsi przyjaciele stoją za mną, siostra po mojej stronie.

nerwowy wrak.

ostatnia piosenka przed naszym wejściem się kończyła. pamiętam, że powiedziałem coś w stylu: Ale czas iść, zróbmy to.”

nerwowe pierdy.

na szczęście wszyscy uciekli w tym małym korytarzu. I przez następne 40 minut, ten człowiek prowadził naszą ceremonię ślubną.

kiedy masz 22 lata i bierzesz ślub, nie można mieć perspektywy 35 – latka. Ale byłem na tyle świadomy, by wiedzieć, że ten człowiek jest wyjątkowy.

przez lata w liceum i na studiach prowadził mnie przez trudne czasy, trudne rozmowy i niepewne decyzje.

poradnik.

path

to słowo pojawiło się w podcastie, którego ostatnio słucham. Donald Miller z StoryBrand używa tego słowa w bardzo pomocny sposób z biznesowego punktu widzenia.

on jest martwy w tym, jak rozpakował jego wpływ na biznes i marketing, ale to też sprawiło, że pomyślałem o tym moim przewodniku sprzed 13 lat w dniu naszego ślubu.

to nie było formalne ani nakazowe, ale służył mi jako przewodnik. Ktoś, kto podążał dalej ścieżką, który mógł spojrzeć wstecz i wskazać niebezpieczeństwo, czerwone flagi, obszary możliwości.

w naszej egocentrycznej, przede mną kulturze, przyznanie się, że potrzebujemy przewodnika, nie jest powszechne. Podniesienie ręki i powiedzenie, że potrzebujemy pomocy jest postrzegane jako słabość.

ale jest dokładnie odwrotnie. To sygnał dojrzałości i siły.

i czy nam się to podoba czy nie, uświadamiamy sobie czy nie, akceptujemy czy nie, wszyscy kogoś prowadzimy. Pewnie dużo ludzi. Więcej ludzi niż nam się wydaje.

nasi koledzy, dzieci, sąsiedzi, rodzina, przyjaciele na Facebooku.

na dobre i na złe ich prowadzimy. Prowadząc ich ścieżką.

więc pytania stają się:

– dlaczego unikamy tych, którzy chcą nas poprowadzić?
– jakiego przewodnika szukasz?
– czego się obawiamy, że mogą w nas wskazać?
– kto cię śledzi?
– gdzie ich prowadzicie?
– co z Ciebie za przewodnik?

nie dziwi fakt, że biedak, który przed laty był narażony na brud mojego niepokoju, nadal jest cichą, łagodną obecnością w moim życiu.

Nie codziennie, a nawet co miesiąc. Czasami tylko raz lub dwa razy w roku.

ale jak dobry przewodnik, jest tam, kiedy go najbardziej potrzebuję. A może lepiej powiedzieć, kiedy wie, że najbardziej tego potrzebuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.